7 października rusza trasa ABRACADABRA GOTHIC TOUR 2005, której gwiazdami będą Closterkeller i Artrosis. W każdym z 17 miast zagrają też młode zespoły. Już 13 października odwiedzą Klub Stodoła. Jeszcze przed startem imprez udało mi się dokładnie przepytać Anję Orthodox. Dowiedziałam się m.in. o trudach życia w trasie, nawiedzonej fance, planach na nową płytę i wrednych przypadłościach języka angielskiego. Teraz również Wy możecie o tym wszystkim przeczytać.
Opowiedz o trasie ABRACADABRA GOTHIC TOUR – skąd pomysł na nią?
Przywykliśmy już co roku jeździć w trasy – kolejne Dark Stars Festiwal. Uznałam, że to byłoby przegięcie, jechać po raz trzeci z rzędu na tę samą trasę i postanowiliśmy zrobić własną. Dodatkowo zmobilizowało nas to, że dogadaliśmy się z zespołem Artrosis przed wakacjami, że spróbujemy po raz pierwszy w naszej historii zagrać wspólne koncerty. Na południu Polski zagraliśmy takie dwa kontrolne, które się super sprawdziły. Te dwa zespoły: Closterkeller i Atrosis do siebie znakomicie pasują – klimatem i muzyką. No i w ten sposób przyszło nam do głowy, że cała, duża trasa to byłoby TO!
Wbrew pozorom my się bardzo lubimy. Wszystkim się zdaje, że jeśli zespoły są głównymi konkurentami, to powinna między nimi być niezdrowa atmosfera, nienawiść, a przynajmniej niechęć. Tutaj jest wręcz przeciwnie. Przypuszczam, że to się bierze stąd, że jesteśmy ludźmi dość podobnymi. Dlatego też tworzymy muzykę w podobnym klimacie. W takiej trasie na pewno będzie fajnie.
A dlaczego zaprosiliście młode zespoły?
Trzeba oddać to, co się kiedyś wzięło. Closterkeller też bardzo wiele zawdzięczał znanym zespołom, które zabierały nas przed siebie na różne występy, chociażby Tilt, Ziyo, które było wielką gwiazdą, gdy my zaczynaliśmy. To też nie jest tak, że dopiero teraz wpadłam na pomysł, żeby pomagać młodym i ten "dług" oddawać, ale wreszcie jest taka trasa, w której mam do powiedzenia najwięcej. I silnie zaznaczam, że wbrew temu, co niektórzy myślą, to nie jest żadne tam "Dark Stars pod inną nazwą". Dark Stars jest organizowana przez firmę fonograficzną, a to jest trasa wyłącznie nasza. Tamta jest metalowa a nasza gotycka. I termin też inny. I wyłącznie my decydujemy gdzie, kiedy i z kim. Nauczeni różnymi niemiłymi doświadczeniami, nie robimy także tych koncertów pod rząd. Abracadabra Gothic Tour 2005 jest trasą, która ma 17 koncertów. Powiem z satysfakcją, że mogło ich być sporo więcej, ale woleliśmy nie rozdąć jej tak nadmiernie. Najpierw będą trzy koncerty, potem cztery i na końcu dziesięć. Pomiędzy po cztery dni przerwy. To pozwoli nam zregenerować się. Zwłaszcza wokaliści nie ucierpią. Bo to trochę obciach, gdy pod koniec trasy wokalistki chrypią i nie wyciągają dźwięków. Pół biedy dla wokalistów growlujących bo nawet jak zachrypną to nikt nie pozna. Ale ja i Medeah mamy dosyć pozawijane wokale, które wymagają dobrego, zdrowego gardła.
Mamy także wpływ na to, kto będzie grał przed nami. Wymyśliłam sobie, że absolutnie będą to zespoły z kręgów szeroko – okołogotyckich. Taki klimatyczny rock i gotyk to najpiękniejsza muzyka a ta scena w Polsce ma się nieźle wbrew pozorom. Tylko że te młode kapele nie mają gdzie się pokazywać. Nawet radia rockowe z jakiegoś powodu, dla mnie kompletnie niezrozumiałego, nie chcą grać muzy z ciemnym klimatem, czyli gotyku czy np. black metalu symfonicznego.
Closterkeller w ten sposób dobierał materiał muzyczny na tę trasę, że to będą wyjątkowo klimatyczne i czarne koncerty. Odgrzebaliśmy parę starszych kawałków – myślę, że Ci, którzy je znają, to się mocno ucieszą. Z kolei Artrosis, którzy nagrywa teraz kolejną płytę, zagra sporo nowych kawałków.
Zapowiadacie też „mixy artystyczne” z Artrosis. Możesz zdradzić co to będzie?
Nie. To będą niespodzianki. Po prostu wymiana muzyków i wokalistek. Na pewno będę śpiewała dwa numery z Artrosisem i na pewno Magda dwa z nami. A co jeszcze, to zobaczymy. Liczę na to, że w trakcie trasy to się rozwinie. Także im bliżej końca, tym będzie fajniej. Jestem pewna, że Remo, który gra w Artrosis na basie, zaśpiewa razem ze mną nasz utwór „Królowa”, bo jak on to wykonuje, jest taki kosmos, że dzięki.
Pomimo, że jak sama powiedziałaś Abracadabra Gothic Tour będzie trochę luźniejsza, nie będzie tylu koncertów dzień po dniu, to chyba musicie mieć jakiś sposób na utrzymanie dobrej kondycji?
Przede wszystkim jesteśmy już wprawieni i bardzo długo gramy. I my, i Artrosis jesteśmy bardzo doświadczonymi muzykami, także scenicznie. Najważniejsze to nie eksploatować się ponad miarę w czasie trwania trasy, czyli mówiąc wprost: nie balangować za bardzo. Zwłaszcza to się tyczy wokalistów i perkusistów, bo to najbardziej męczące fizycznie funkcje w zespołach. Poza tym starać się wysypiać, dbać o siebie: ciepłe majtki, ciepłe skarpetki, szalik… Hi, hi... ;-))) Liczymy też, ponieważ to będzie październik a nie listopad jak na Dark Starsach, że będzie trochę cieplej. Bo czasami wymarzaliśmy strasznie w lodowatych hotelach. Wyobraź sobie, że przyjeżdżamy do hotelu między jednym miastem a drugim w nocy i otwiera nam jakiś zaspany facet. Okazuje się, że zapomniał napalić i mamy w pokojach po 10 stopni. O trzeciej w nocy kładziemy się do tych lodowatych łóżek i o siódmej jest hasło „pobudka”, bo na przykład w Szczecinie o 15.00 wokalistki mają wywiad. I wtedy wszyscy nas, wokalistek, nienawidzą.
Tym razem troszkę ograniczyliśmy takie rozbudowane kontakty z mediami. Na tamtych trasach też można było kota dostać z tego powodu: 10 wywiadów przed koncertem, 10 po koncercie i jeszcze spotkania w Empikach. W pewnym momencie wpadałyśmy z rozwianym włosem w dzikim amoku na scenę, a zaraz po występie znów byłyśmy porywane. To powoduje kiepski klimat zapędzenia, a nawet zaszczucia. Tutaj postaramy się być bardziej skoncentrowani na samych koncertach.
Ale bardzo ważnym elementem trasy ABARACADABRA jest to, że będziemy podpisywać płyty w Empikach i spotykać się tam z naszymi słuchaczami. Bo po koncertach niestety na to może nie być czasu, taka jest właśnie specyfika tras koncertowych. Spotkania będą się odbywały w każdym mieście, mniej więcej o godzinie 16.00 - szczegóły na stronie www.abracadabra.pl Wyjątki to Ełk, Olsztyn i Zielona Góra. W czterech Empikach: Warszawie, Łodzi, Wrocławiu i Poznaniu, odbędą się krótkie występy akustyczne. Będziemy śpiewały razem z Magdą, a dwóch gitarzystów na gitarach akustycznych będzie nam podgrywało. Może być niezły odjazd. Jeszcze nie ustaliliśmy co zagramy, ale dogadamy się. Tam szczególnie wszystkich zapraszam.
W swojej pierwszej wypowiedzi powiedziałaś, że muzyka gotycka nie jest specjalnie promowana przez media….
Gorzej, ona nawet jest zwalczana. Nie rozumiem tej paranoi. W wielu radiach jest tak: „Closterkeller – o nie, to jakiś gotyk, tego nie będziemy puszczać”. Mamy na przykład taki milusi numer „Lunar” – większość rozgłośni nie chciała go grać, bo to jest Closterkeller, a oni gotyku nie grają. A przecież to jest normalna piosenka – Anita Lipnicka mogłaby ją śpiewać.
Zresztą, powiedziałam sobie, że nie będę tak za dużo narzekała. To wygląda tak, jak ja bym się prosiła: „Puszczajcie mnie, kochane radia, telewizje, puszczajcie!”. Kurcze, jestem artystką i mam swoją godność. Nie puszczają, to znaczy, że się nie znają i trzeba się na nich wypiąć.
Na szczęście teraz jest Internet. To jednak jest medium, które bardzo mocno odmienia sytuację. Niektóre zakute łby z tych najbardziej komercyjnych mediów kompletnie sobie nie zdają sprawy z tego, jak to pozwala dotrzeć do ludzi. I w ogóle jak szybko się zmienia sytuacja na rynku przez to. Na przykład w wypadku Closterkellera teraz to w 50% jest Internet. Na przykład do niektórych komercyjnych rozgłośni w ogóle nie daliśmy singli, bo powiedziałam menadżerce, że szkoda nawet tej jednej płytki. Ludzie poszukujący muzyki, szczególnie młodzi i tak dotrą do niej przez Internet.
Ostatni studyjny longplay Closterkellera "Nero" to była Wasza najmroczniejsza i najsmutniejsza płyta. Czy ten kierunek będzie kontynuowany na kolejnym krążku? A może za wcześnie by o tym mówić?
Nie, mówić można, ale kompletnie nic jeszcze nie powstało. Pewne zajawki pomysłów są, a przede wszystkim idea. Nie decyduję się na nagrywanie nowej płyty, gdy nie mam na nią pomysłu. Na przykład w wypadku „Nero” właśnie, stwierdziłam, że będzie ciemna, ciężka, straszna. W wypadku „Cyan” stwierdziłam, że będzie trująca, a ”Graphite” smutna i delikatna. Teraz złapałam pomysł i to już jest połowa sukcesu. Ta płyta będzie po prostu PIĘKNA. Po „Nero” wydaliśmy jeszcze EP-kę „Reghina” i pewną wskazówką o co mi chodzi, jest cover A-ha „Minor Earth, Major Sky”. Ten kawałek może być jakimś wyznacznikiem kierunku, ale wiadomo, że to wszystko w praniu wyjdzie. Chciałabym, żeby to była przepiękna płyta, dosyć monumentalna, ciemna, oczywiście w klimatach Closterkellera, ale przed wszystkim, żeby główną rolę grała melodia i klimat. To jest bardzo trudne zadanie, chyba najpoważniejsze jakie w moim muzycznym życiu sobie postawiłam.
Covery na „Reghinie” miały być testem dla fanów i na podstawie ich reakcji ewentualnie miała powstać cała płyta, tak?
To był też test dla nas – jak się będziemy z tym czuli. No i nie czuliśmy się z tym na tyle fajnie żeby to pociągnąć dalej. To była przymiarka do całej takiej płyty, ale jednak nie będziemy jej robili, wolimy grać swoje. Niemniej, ja się cieszę że powstały te covery.
A co z płytami anglojęzycznymi Closterkellera? Był na nie jakiś odzew na Zachodzie? Zwykle bywa tak, że gdy polski zespół działa poza granicami, to w kraju na ten temat się za wiele nie mówi.
Nasze płyty poszły tam i jakoś się sprzedają. Może nie są to fajerwerki, ale się sprzedają. Niemniej jednak, ja nie mam żadnych informacji. Nie robimy tam jakiejś oszałamiającej kariery. Paru fanów pisze do mnie maile na przykład. Jest taka laska z Argentyny, która jest tak nawiedzona, że może dobrze, że nas dzieli ocean. Zamówiła całą naszą dyskografię, błaga mnie o bootlegi. I ona po polsku to uwielbia. Ha!
Prawdę mówiąc ja nie cierpię śpiewać po angielsku. Te nagrania angielskich wersji wokali to jest masakra dla mnie i całego otoczenia, dla biedaka-realizatora, ponieważ ja bluzgam, wściekam się. Z tym biednym Krystianem, który kontroluje moją wymowę angielską, awanturuję się strasznie. Po polsku to wiadomo – tekst sam ze mnie wypływa. A tu muszę kontrolować wymowę. Ja się tak denerwuję, że to są moje najgorsze życiowe popisy anglojęzyczne – niestety właśnie te zarejestrowane na płycie. Bo poza tym akcent angielski mam całkiem ok. Teraz już jedną nogą zapisałam się na intensywny kurs języka, bo chciałabym go umieć świetnie a umiem zaledwie nieźle.
Zauważyłam, że w trakcie wywiadów z Tobą pytają dwa sakramentalne pytania: kiedy nagrasz solową płytę i czy Closterkeller się skończył? Nie chcę, żebyś na nie teraz odpowiadała. Powiedz tylko, co czujesz, gdy po raz setny je słyszysz?
W wypadku solowej płyty czuję bardzo ciężkie zażenowanie, ponieważ od czterech lat odpowiadam tak samo: chcę, ale nie mogę jej dokończyć. Przykra sprawa, brakuje mi czasu. A czy Closterkeller się skończył? Każdy ma prawo do swoich ocen. Ja uważam, że się nie skończył, a wręcz ma się bardzo dobrze. Aby ferować takie wyroki, trzeba najpierw przyjść na koncert albo posłuchać naszej płyty. Moim zdaniem „Nero”, którą uważam za naszą płytę ostatnią, jest najlepsza w historii zespołu, albo jedna z dwóch najlepszych - na równi z płytą „Graphite”.
Śpiewam z roku na rok lepiej. Pewne rzeczy nawet z poprzedniej płyty, które wtedy sprawiały mi problemy, teraz są jak pstryknięcie. Nie mówiąc o starszych. To mnie max cieszy, bo nie wiem, czy wielu artystów może powiedzieć, że czują cały czas postęp, przez kilkanaście lat. I to nie jest tak, że mi się tylko wydaje, bo potwierdzają to różni ludzie - muzycy, wokaliści. Piszę też coraz lepsze teksty, jestem w tym coraz sprawniejsza. Poza tym świetnie się dogadujemy w zespole. Ten skład gra już od sześciu lat. Na pewno więc nie jest tak, że Closterkeller się kończy, ale jak ktoś chce tak sądzić, to jego prawo. Niemniej uparcie twierdzę że w tej sprawie ja jestem najlepiej poinformowaną osobą.
Na koniec jeszcze powiedz słowo o dwóch zespołach, które wystąpią w Stodole z Wami i Artrosis, czyli Kuriozum i Leafless Tree.
Kuriozum to fajna, totalnie gotycka kapela z Piotrkowa Trybunalskiego. Poznałam ich dzięki pismu „Estrada i Studio”, które wydaje płytki „Rock Attack”. Znani muzycy z dorobkiem są zapraszani, aby pomóc młodym. Zaśpiewałam tam w bardzo ładnym utworze zespołu Kuriozum pt. „Sen”, który mnie zachwycił. Nie chciałam w ogóle dograć tam większej ilości swoich wokali, bo stwierdziłam, że to niepotrzebne. Od razu mi oni przyszli do głowy, jak szukaliśmy tych zespołów i tak wyszło, że zagrają w Warszawie. Prawdę mówiąc miał grać Daimonion, ale ku mojemu wielkiemu żalowi, w wyniku różnych spraw nie będzie w ogóle grał na trasie. Kuriozum gra bardzo podobnie. To ważne, bo Daimonion jest w kręgach gotyckich taką "utajenie kultową" kapelą. Nie wydali żadnej płyty, ale są fantastyczni i kto trzeba, to ich zna.
Leafless Tree to chyba jedyne na tej trasie odstępstwo od tego, że to mają być okołogotyckie zespoły. Zawodowa i sprawna kapela. Grają bardziej w stronę progresu, ale mnie ujęli. Gdy posłuchałam ich demo, były tam trzy niesamowite transowe numery, robiące wielkie wrażenie. Wiem, że publiczność nasza i Artrosis to ludzie, którzy cenią po prostu dobrą i piękną muzykę. Nawet jeśli to niekoniecznie gotyk. A w tym przypadku na pewno będą zadowoleni.
W ogóle bardzo się cieszę, że będziemy grali w „Stodole”, bo tam nie grałam już bardzo dawno. Cieszę się, że naszej srogiej pani menadżer udało się dogadać z klubem w kwestii tego koncertu.
My również się cieszymy i do zobaczenia na koncercie.
Rozmawiała: Kasia Rogalska
|