english version

    

REJESTRACJA

Zarejestruj się.

Rejestrując się otrzymasz dostęp do dodatkowych opcji. »

NEWSLETTER

Chcesz wiedzieć co jest grane w Stodole?

UŻYTKOWNICY

Zarejestrowanych osób: 27025

W tej chwili na stronie jest:
39 gości i 1 użytkownik


Od 2005-08-29 odsłon 38234171

Banner

PARTNERZY

Wojciech Waglewski, fot. Rafał Nowakowski
Wojciech Waglewski, fot. Rafał Nowakowski
Wywiad z WOJCIECHEM WAGLEWSKIM (listopad 2005)

W naszym przypadku jest tak, nieskromnie powiem, że na te parę tysięcy recenzji, które ukazały się na temat naszej twórczości, może znalazła się jedna albo dwie mniej przychylne.

Voo Voo już od dwudziestu lat cieszy uszy słuchaczy. Z tej okazji w ciągu całego roku miało miejsce kilka specjalnych wydarzeń. Jednym z nich będzie koncert w Klubie Stodoła. Oprócz zespołu, wystąpią na nim synowie Wojciecha Waglewskiego, Bartek i Piotrek, szerzej znani jako Fisz i Emade. O tym, że właściwie jubilesz nie jest jubileuszem, a także o planach i pozycji Voo Voo, udało nam się porozmawiać z jego liderem - Wojciechem Waglewskim.


Jubileusz Voo Voo powoli zbliża się ku końcowi. Czy zespół jest zadowolony z takiego przebiegu tych długich dwudziestych urodzin?

Właściwie on się nie kończy, ani nie zaczyna. Ja mówiłem wielokrotnie, że hasło „dwudziestolecia” służy tylko temu, żeby pozyskać jakieś życzliwe dusze do zrealizowania dosyć bohaterskich planów. W związku z tym zapowiedzieliśmy dwa wydawnictwa. Jedno, które już się ukazało, z zupełnie nowymi dwudziestoma utworami. Miało ono zapoczątkować płytę nagraną w bardzo rozszerzonym składzie z pieśniami z różnych okresów – tymi starszymi i zupełnie nowymi. Plan został osiągnięty, bo udało nam się pozyskać sponsora, dzięki któremu nagramy płytę w składzie marzeń. Ukaże się na przełomie lutego i marca.
To dwudziestolecie nie oznaczało, broń Boże, żadnych podsumowań, czy żadnych specjalnych wybryków, ponieważ w momencie, gdy ten zespół zacznie cokolwiek podsumowywać i przestanie poszukiwać czegoś w muzyce, to się rozpadnie. Zagraliśmy sporo koncertów letnich z Leszkiem Janerką nad morzem, z oprawą wykonywaną przez Jarka Koziarę. Myślę, że to było dosyć okazałe. Wiem, że Ci, którzy na tych koncertach byli, dobrze je wspominają. A od października gramy koncerty klubowe. Większością ich repertuaru jest materiał z ostatniej płyty.

Muszę przyznać, że słuchając niektórych utworów właśnie z „XX cz.1”, oczami wyobraźni widzę Voo Voo w prążkowanych garniturach, kapeluszach i zadymionej knajpie rodem z lat dwudziestych. To jakaś tęsknota za tamtymi czasami, czy może przypadek, że można to w ten sposób odbierać?

Prążkowany garnitur posiadam (śmiech) . Ale prążkowane garnitury są propagowane zdaje się już od dwóch lat. Podobnie jest z samą muzyką. Chcieliśmy uzyskać takie podstawowe brzmienie, czyli kontrabasu, saksofonu i gitary z lat 50-tych, bo w latach 20-tych jeszcze gitara elektryczna nie była tak powszechna. Więc z jednej strony tak. To reguła, że im nowsza muzyka, tym głębiej sięga do korzeni. Z muzyką klubową, tą która sięga do jazzu, jest tak, że ona w dużej mierze się odwołuje do nagrań z lat 20-tych, 50-tych, 70-tych. Ale wbrew pozorom różni się od tamtej muzyki bardzo. Po pierwsze jest wzbogacona albo uproszczona. Wzbogacona brzmieniowo, bo te brzmienia są troszkę inne. Inne są proporcje dźwięków basowych i werbla w bębnach do reszty, mówiąc najprościej. Po drugie, nie jest tak przeładowana solówkami jak muzyka jazzowa. Bardziej służy temu, żeby poruszać nóżkami, rączkami i się po prostu dobrze bawić. Ma też elementy, których w latach 20-tych i 50-tych w ogóle nie było, na przykład elementy transowe. To znaczy one były znacznie wcześniej, ale w muzyce popularnej pojawiły się dopiero w latach 80-tych. Także to jest coś takiego, co się w ogóle na całym świecie dzieje z dużą intensywnością od czasu hip-hopu. Po prostu korzysta się z tego, co w muzyce było najważniejsze.

Wspominał Pan też o drugim wydawnictwie, które niedługo się ukaże. Na stronie Voo Voo pojawiła się zapowiedź, że będą na nim zacni goście.

Przede wszystkim może na początku opowiem o idei, bo to jest bardzo ważne. Nie jest już tajemnicą, przynajmniej dla naszych fanów, że będzie to płyta nagrana z udziałem orkiestry kameralnej, ale nie z takim kompleksem bigbitowca. Z orkiestrami graliśmy już wiele razy w przeróżnych projektach i to nie są umiejętności, które musielibyśmy udowadniać. Na płycie będą w dużej mierze nowości napisane i zaaranżowane przez nas, przez zespół. Nie są to aranże do gotowych piosenek, tylko wymyślone od początku piosenki z orkiestrą, nawet jeśli to piosenki znane, ponieważ część z nich będzie wybrana przy udziale internautów. Kryterium wyboru było też to, na ile współdziałanie z orkiestrą pozwoli nadać temu nowy sens. Nie tyle wzbogaci, co pozwoli pokusić się o brzmienia transowe, czy housowe zagrane przez orkiestrę. Rzeczą bardzo ważną było pozyskać do tego bardzo dobrych muzyków i to się udało. To orkiestra pod dyrekcją Marka Mosia, nazywa się „Aukso”. Występuje z największymi w Europie. Z polskich artystów między innymi z Tomkiem Stańko, z Leszkiem Możdżerem. To świadczy o tym, że ci młodzi ludzie są bardzo kreatywni i bardzo dużo energii i spontaniczności wprowadzają do muzyki, będąc jednocześnie wirtuozami. Zagraliśmy już jeden koncert, jesteśmy w trakcie nagrań i to jest to, co spodziewaliśmy się uzyskać przy współpracy z orkiestrą. Będą tam rzeczy przeróżne. I przebojowe z przeszłości, ale też prawie w ogóle nieznane. Będą utwory instrumentalne pisane pod kątem spektakli, które w orkiestracji nabiorą zupełnie innego znaczenia. Będą rzeczy zupełnie nowe. No i będą goście – Małgosia Walewska i Tomek Stańko.

Dlaczego akurat oni?

Myśmy zawsze się w przeróżnych bajkach poruszali prowokacyjnie, uważając, że to nie ma znaczenia po jakiej scenie muzycznej się człowiek porusza. Ważne jest to, co przy pomocy tej muzyki chce przekazać. To są ludzie z najwyższej półki muzycznej w Polsce, artyści wyjątkowi. Łączy nas z nimi albo stosunek do świata, albo to, że już gdzieś tam kiedyś współpracowaliśmy i mamy do siebie olbrzymi szacunek. Z Małgosią to będzie dosyć pokrętny zabieg, jej pojawienie się na tej płycie, ale nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów.

A propos różnych bajek – jak w Pana przypadku wygląda szukanie nowych inspiracji, nowej muzyki?

My wręcz programowo słuchamy bardzo różnych rzeczy. Ja w zasadzie muzyki rozrywkowej nie słucham już od bardzo dawna. Każdy z nas zajmuje się zupełnie inną dziedziną. W związku z tym, kiedy spotykamy się na scenie to wszystko musi eksplodować. To po pierwsze. Po drugie korzystamy ze wszystkich możliwych kontaktów z artystami z całego świata. To jest ideą rozwoju muzycznego: im więcej się wie, tym bardziej się okazuje, że wie się mniej. Otwiera się kolejne szufladki i ciągle poszukuje. Współpracujemy z muzykami ze sceny wiedeńskiej, z artystami zupełnie młodymi. Popełniłem na przykład płytę dla Marysi Peszek, współpracując z moimi synami. To było doświadczeniem ciekawym, ponieważ ja zacząłem, a oni to skończyli i wszystko poszło w stronę zupełnie przeze mnie nieprzewidzianą. Fantastyczne jest to w ogóle w sztuce, że ciągle się coś nowego w niej odkrywa. Dlatego też z premedytacją to dwudziestolecie było zwykłym hasłem. Niczego tak specjalnie, poza tym, że uda się ten projekt zrealizować, nie należało się po nas spodziewać. A także poza tym, że będziemy, mam nadzieję, nagrywać nie tylko dobre, ale i zaskakujące płyty.

Czy w obecnym momencie jeszcze Pana interesuje jak te płyty są recenzowane?

Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział wprost, że nie. Są różne grupy recenzentów. Część z nich, to są niedowartościowani artyści, którzy nie zostali artystami, w związku z tym przypinają łatkę innym. A najczęściej nie zostają artystami, bo zabrakło im wrażliwości. W związku z tym, te łatki są dość paskudne. W naszym przypadku jest tak, nieskromnie powiem, że na te parę tysięcy recenzji, które ukazały się na temat naszej twórczości, może znalazła się jedna albo dwie mniej przychylne. Zresztą mnie mniej interesuje to, czy one są przychylne, tylko czy wyłapano to o co nam na owych płytach chodziło. Jeśli chodzi o recenzentów–entuzjastów, czyli ludzi, których nie interesuje to, jak to zostało nagrane, wykonane itd., tylko coś przeżywają, to takie recenzje uwielbiam. Lubię czytać też opinie internautów, czy tzw. niefachowców, ponieważ muzyka jest formą porozumiewania się z ludźmi. Bardzo mi brakuje oczywiście recenzji fachowych. Cały czas mi się wydaje, że jesteśmy krajem totalnie zakompleksionym, w którym bez przerwy coś się do czegoś porównuje i bez przerwy mamy aktorów typu polski Brad Pitt albo brytyjską scenę w Polsce, czy amerykańską scenę r’n’b. To powoduje, że tak naprawdę artystów oryginalnych jest nie za wiele, może właśnie po to, żeby spełniać jakieś takie kryteria. W wypadku artystów, którzy proponują własną drogę, z tym był zawsze kłopot. Zresztą jestem do tego przyzwyczajony, bo siedem lat grałem z zespołem Osjan, który kompletnie nie był do ogarnięcia przez polskich krytyków. Przez te lata doczekałem się dwóch recenzji, z czego jedna była kompletnie bzdurna. Mniej więcej połowę z tych siedmiu lat spędziliśmy za granicą i tam każdy koncert kończył się recenzją. Reasumując, brakuje mi krytyki naprawdę fachowej, nie porównującej nas z niczym, bo to do niczego nie prowadzi. Nikt z artystów nie powinien próbować dogodzić historii, która się dzieje na świecie w sztuce, ponieważ powinien wierzyć w to, że jest jedyny i niepowtarzalny. Niestety najczęściej jest tak, że te zjawiska jedyne i niepowtarzalne są najczęściej z pewną bojaźnią określane, ponieważ każdy się boi wychylić.

A czy można powiedzieć, że jest Pan zadowolony ze swojej pozycji jako muzyka?

Ja mam pozycję fantastyczną, dlatego że z całą moją rodziną żyję godziwie z twórczości, która jest prezentowana śladowo w mediach. Kiedy rozmawiam z moimi przyjaciółmi z zagranicy, uprawiającymi muzykę jazzową i klubową, to są kompletnie zaskoczeni tym, że można żyć i to tak żyć. To również oznacza, że stać mnie na to, żeby eksperymentować i móc robić takie rzeczy, jakie sobie wymyślam. Wymyśliłem sobie płytę, którą w tej chwili nagrywamy i udało mi się ją nagrać. To jest najważniejsze w tym wszystkim, a nie to, czy się jest na jakichś listach. Inną rzeczą, równie ważną, jest to, że mam pewien szacunek w branży. Jestem zapraszany do różnych projektów i bardzo się z tego cieszę, bo to rozwija. Samotność w sztuce, to jest droga donikąd. Jest fajnie od czasu do czasu spróbować z kimś innym. Także wszystkim życzę takiej pozycji.

W o wiele gorszej sytuacji są początkujące zespoły, których główną drogą promocji jest granie koncertów. Pojawiają się wśród nich nawet takie opinie, że wydawanie płyt nie ma kompletnie sensu. Czy Pan się z tym zgodzi?

To jest bzdura totalna. Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem, mówiło się o tym, ze w ogóle nagrywanie to komercja, że jeśli się chce robić coś fajnego, to poza tym rynkiem. Kiedy się pojawił ruch punkowy, to była ta sama kontestacja. Są setki przypadków fantastycznych artystów, którzy z konsekwencją, nie bacząc na tego typu bzdury, po prostu grają. Nie zastanawiają się, czy nagrywanie płyt ma sens. Powodem nagrywania płyty nie jest chęć zysku. Powodem nagrywania płyty powinny być rzeczy artystyczne. Płyty powinny zawierać materiał tak opracowany i zrealizowany, że byłby czymś zupełnie innym niż koncerty. To jest podstawa. Żyjemy w kraju biednym i jeśli płyty będą kosztowały 40 złotych, to znacznie łatwiej będzie je ściągnąć, czy skopiować niż kupić. Rzeczywiście w tej chwili nakłady płyt spadły. W tej chwili 6-7 tysięcy wystarczy, żeby mówić o sukcesie, a kiedyś było to 150 tysięcy. Skoro kraj jest ogólnie w takiej sytuacji, to tak jest i tak będzie. Zapewniam, że z tych płyt, a przede wszystkim z tego, że się je gdzieś prezentuje, można mieć mnóstwo radości, ale można mieć i trochę pieniędzy. Wiem coś o tym, bo cała moja rodzina to są artyści, którzy się kompletnie sprawami komercyjnymi nie interesują. Moi synowie są pieczołowicie omijani przez środki masowego przekazu. Zrobiliśmy płytę Marysi Peszek, która trzy czy cztery lata walczyła o to, żeby coś takiego zrobić. Płyta z założenia była kompletnie niekomercyjna, a tu nagle się okazuje, że jest jakimś sukcesem wydawniczym. Mówienie o tym, że nie opłaca się robić płyty, tak na samym końcu, oznacza brak pokory, arogancję. Być może ta elita, która potrzebuje czegoś więcej niż papki radiowo-telewizyjnej, nie jest specjalnie liczna, ale jest bardzo silna i wdzięczna. Jeżeli ktoś od razu na początku zakłada, że założenie zespołu nie ma sensu, że nagrywanie płyty jest do kitu, to przecież jest tyle miejsc do pracy. Cały czas są kłopoty z odśnieżaniem Warszawy na przykład. Z myśleniem w kategoriach komercyjnych, w kategoriach teorii spiskowej, od razu sobie należy dać spokój. Profesja artysty polega na tym, żeby się babrać w materii, którą się człowiek zajmuje: w dźwiękach, w glinie, w farbie. Tylko to go powinno interesować, a nie to, czy wytwórnia lub jakieś rozgłośnie się tym zajmą. Może po dwudziestu latach, tak jak jest w przypadku Voo Voo, ktoś się tym zacznie szerzej interesować.

Wspominał Pan o synach, a to nieuchronnie nas prowadzi do tematu koncertu. Jaka będzie w nim rola Wagli, czyli Pana, Fisza i Emade?

Ona jest niewielka, bo tak naprawdę wystąpi Tworzywo pewnie. To znaczy nie wiem w jakiej wersji wystąpią chłopcy. Być może wystąpi Bartek z Enveem, jak sugerowałem. Myśmy już takie rzeczy robili. Wagle są łącznikiem między staruchami a młodzieżą, to znaczy ja się dyskretnie pojawiam podczas wystąpienia młodzieży. To wystąpienie kończy nasze wspólne dzieło z ostatniej płyty pt. „Wagle”. My niespecjalnie sobie wchodzimy w drogę. To wystąpienie ma o tyle zacny charakter, że pokazuje, tu zacytuję Mamadou i mojego syna, że „muzyka jest językiem wszechświata”. Po prostu niezależnie od pokoleń, formy w jakiej się człowiek znajduje i jaką uprawia, można się gdzieś tam połączyć.

W takim razie do zobaczenia na koncercie. Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.


Rozmawiała: Kasia Rogalska


   
Zobacz zdjęcia »

Wasze opinie (4)+ DODAJ komentarz

Wszystkie opinie »


Zapomniałem hasła

AKTUALNOŚCI

Bilety kolekcjonerskie

Mamy przyjemność poinformować o tym, iż w kasie naszego klubu mają Państwo możliwość zakupu biletów kolekcjonerskich na koncerty zagranicznych wykonawców. LICZBA BILETÓW OGRANICZONA »

Totem- supportem Arch Enemy
fot. Marta Ceremuga

Pod koniec października odbędzie się koncert Arch Enemy. Jako jeden z supportów wystąpi zespół Totem. »

IMPREZY WEEKENDOWE

KONCERTY

Tarja Turunen w Warszawie!

2010-10-01, piątek
Tarja Turunen, ex – głos Nightwish, to niezwykła artystka obdarzona fantastycznym, operowym głosem, jedna z najważniejszych postaci fińskiego rocka. Podczas koncertu oprócz największych hitów nagranych solo oraz z zespołem Nightwish, Tarja zaprezentuje zupełnie nowy, premierowy materiał pochodzący z nadchodzącego krążka „What Lies Beneath”. BILETY W SPRZEDAŻY! »

Die Toten Hosen w Stodole!

2010-10-08, piątek
Zapraszamy na koncert legendy punk rocka- Die Toten Hosen! BILETY W SPRZEDAŻY! »

LIMP BIZKIT! Bilety wyprzedane!

2010-10-09, sobota
Zapraszamy na koncert zespołu Limp Bizkit – jednej z najbardziej energetyzujących grup na amerykańskiej scenie rockowej! Mistrzowie łączenia nu metalu i rapcore'a wystąpią 9 października promując swoje najnowsze, długo wyczekiwane wydawnictwo pod tytułem „Gold Cobra”! BILETY WYPRZEDANE! »

NOWE ZDJĘCIA


2010-06-18, John Mayall, fot. Rafał Nowakowski

© CKSPW Stodoła Wszelkie prawa zastrzeżone Hosting: InnerVision Projekt i wykonanie: Piotr Pastuszak